TAŬBIN

Польскія пераклады вершаў расстраляных паэтаў

"Расстраляныя паэты" ў перакладзе Богдана Задуры

Богдан Задура

Juli Taubin
Każdy od małego


Każdy od małego podlega wyrokowi.
A potem czynsze krwią swą spłacać musi.
O wiele łatwiej, niżelikim innym,
Lirykiem zostać jest na Białorusi.

Wagon się przedziera jak ryba przez sieć,
Brzozy gałęziami jakby biły po szybach,
I moja liryka do przodu się rwie
Tak, jak się z sieci wyrywa ta ryba.

...Od małego każdy z nas podlega wyrokowi
I płacić za wyrok wielkie czynsze musi.
Mówią, że trudniej jest lirykowi
Niż komu innemu żyć na Białorusi.


Michaś Czarot (Michaś Kudelka)
Buntownik


Hałaśliwą trzciną, zbuntowanym buntownikiem jestem.
Budzę bagno, hałasując i szumiąc.
W wodzie żyję i obmywam się chmur deszczem,
Lecz nie pozwolę zamilknąć moim strunom.

Podniosę ducha, obudzę ze snu ludzi —
Prorokuję im chwałę i przyszłość szczęśliwą...
Ja, zbuntowany buntownik, wiosnę życia budzę,
Do wolnej i twórczej pracy wzywam.

Jeśli mnie nie usłyszą, będę krzyczeć głośniej,
Dobędę najgłośniejszy akord pieśni nowej...
I aby zmyć brud z ziemi, wodą tą potrząsnę,
Która deszczu tutaj wlała się ołowiem.

Czemuż wy, lirnicy, co budziliście dawno
Ludzi, nie chcecie słuchać pieśni trzciny?
Nasze pieśni to krzyk nasz — nasz kraj to bagno
i jedność z sobą stanowimy.

Przecież olbrzymia sokora szumi ciągle jeszcze,
Szept dojrzałych kłosów na polu wciąż gości...
Będę pieśń swoją śpiewał — buntownikiem jestem!
I swój naród będę wzywał do Wolności.

1922


Aleś Dudar
Chrabąszcze


Taki sam maj za oknami —
Pełen słońca, wierszy i wiosny...
Przelewającymi się głosami
Kwiatki kwiatkom śpiewają piosnki.

Nad ogrodem szary wieczór nastał;
Wokół śliwy rój chrabąszczy brzęczy
Jest w ich szumie wczorajsza prawda,
Są w ich szumie te dni, co przeszły.

Tak to wszystko niby dawno było,
A wspomnienia wciąż nie wypłowiały...
Kiedy brzęczały tam kule
I chrabąszcze jak kule brzęczały.

W takim samym zmierzchu mlecznym wtedy
Z posterunku ją przyprowadzili
Gniew, nienawiść i te czarne oczy —
I okrucieństwo tamtej chwili!...

Lecz oczy nie czarne, całkiem inne,
Młodego chrabąszcza miały kolor.
Spojrzeć w nie i zginąć w niebycie
Albo zacząć żyć całkiem na nowo...

A za oknami majowa radość.
Przeszukali … O czym tu mówimy ...
Znaleźli plany, rozkazy.
...Rzemienie broni poluźnili...

Powiedli… Tamte dni bez modlitwy.
W ciągłym marszu bez zwalniania kroku:
Rewolucję prowadziliśmy
W tamte lata wśród jam i wykopów.

Stałem i słuchałem w napięciu.
Drżąc, sad w ciszę magiczną się wtulał.
Nagle chrabąszcz nad uchem zabrzęczał
i o szybę uderzył jak kula.

Patrzyłem w milczeniu: on właśnie
Skrzydła zaczynał prostować…
Strzał... Krzyk… Oczy gdzieś zgasły
Jak skrzydło młodego chrabąszcza.

Ze zwycięstwem przyszła też sława.
Bo czy można ofiar żałować?
Każdy z nas był gotów dla sprawy
Swe serce ofiarować.

Same oczy tylko błyszczały —
W nich nienawiść zmieszana z bólem...
…Kule jak chrabąszcze brzęczały
I chrabąszcze brzęczały jak kule.

1928


Todar Klasztorny
Na lodowej gitarze


Z wiśniowych chmur na lodowej gitarze
Zapłakała zorza po słonecznej wiośnie
I jakby przez wiosny rozproszone mary
Na pamiątkę zastygły na oknie.

Dokąd poszło, dokąd wszystko uleciało,
Czemu zginęło, śladu nie zostawiwszy po sobie,
Czemu zastygło wszystko — zlodowaciało
W pól ośnieżonych mglistym szronie?

Tak samo w życiu — rozproszone wiosny
We mgle się złotych zawieruch ukrywają
I w połowie drogi słoneczne wiosła
Lodowym królom nagle zamarzają …

Powtarzałaś
Tak powtarzałaś:
— Naszej prostej drogi mgły nie przesłonią —
Bo swe serce i duszę mi dałaś

W słonecznej wiosny musującym kubku
Dlaczego niebo od chmur pociemniało,
Dlaczego spłonął błękit księżycowy i
Czemu, kochana, na gitarze lodowej
Ty te słoneczne opłakujesz dni?

Czemu zamarzły słoneczne wiosła,
W połowie drogi królom lodowym,
Czemu różowe zwietrzały wiosny
I nasze ścieżki mgły tuman spowił?

Z wiśniowych chmur na lodowej gitarze
Zapłakała zorza po słonecznej wiośnie
I jakby przez wiosny rozproszone mary
Na pamiątkę zastygły na oknie.

1927


Zalman Piwawarau

Z motywów żydowskich
(List do Ameryki)


Majn frajnt, chcę porozmawiać z tobą,
Ty wiesz, jak w sercu pluszcze mgła
Niech będzie w sercu spokój znowu
Dzikie melodie niezbyt lubię.
Majn frajnt,chcę porozmawiać z tobą.

Szolem alejchem! U nas teraz wiosna,
Policzki każdy ma różowe.
Przyszła, ta przyszła, którą wołał,
Przyszła, by kwiatki tu rozsypać.
Szolem alejchem! U nas teraz wiosna.

Niech ktoś spróbuje zabrać duszy mgnienie!
Nie będzie więc w rozpaczy dzikiej wspomnień.
Lepiej sam rzucę już czas na kolana!
Kocham swój kraj, na co mi ta Kanada.
Niech ktoś spróbuje zabrać duszy mgnienie!

Szolem alejchem! U was śmierć i zimno,
U nas wiosenne płoną ognie.
Stoi jak jakiś olbrzym, jak wielkolud
Moja Białoruś, moje Jeruzalem.
Szolem alejchem! U was śmierć i zimno.

Bywaj, bywaj! U nas teraz wiosna.
Każdy policzki ma różowe.
Ona przyszła, by kwiatki rozsypać
W dolinie duszy deszczem i ulewą.
Bywaj, bywaj! U nas teraz wiosna.

1928


Mosze Kulbak
dlaczego umieramy, kiedy umieramy
Z cyklu «Rozmowy żydowskie»


Umierać — tak aż do śmierci.
Bryzgi kwiatów,
blask koncertów —
wszystko było
dla nas.

Ból za radość
oddajesz:
musisz? —
wyjmij i połóż wszystko
w określonym czasie.



Uładzimir Żyłka
O poranku


Bywajcie! Znów do mnie uśmiechają się dale,
Słońce mam we krwi i włosy me pieści.
O nudzie i żalach w domu — zapomniałem
I zło ze świata — marzę — odeszło nareszcie.

Uroczo płyną obłoczków rumieńce
i dwięczność z ciszą w usta się całuje.
O świeży wiaterku, powiedz mej kochance,
Jaka miła słodycz w tym świecie panuje,

Idę po rośnym zielonym kobiercu,
I pieśń ze szczęścia omdlewa, niemieje,
I serce jak słońce, i słońce jak serce,
Serce wszechświata płonie i jaśnieje!


Izi Charyk
Noc w Birobidżanie


Mój Daleki Wschód w perłowej mgle tonie.
Smutkiem na wskroś jest moje serce przepełnione.

Blask niemal bolesny, jasność umysł mroczy
i mgłą śnieg biały tylko przepływa przez oczy.

Zamknę oczy, ażeby od tego nie zemdleć,
mój Wschód powstanie, biały, jak niedźwiedź.

Będzie wąchać niebo, ziemi dotknie łapą,
ja oczy otworzę i zaraz go złapię.

Lecz nie ma niedźwiedzia, w chmurze się rozpłynie,
nad moim Wschodem — śnieżny dym jedynie.

Śnieg nad moim Wschodem tylko się unosi.
Blask niemal bolesny, jasność umysł mroczy.


Uładzimier Dubouka

***


Wiem, że też umrę, podobnie jak wszyscy,
że nic mi wtedy nie będzie potrzeba.
Tym mocniej kocham ten szeroki świat
i to — przeważnie kolorowe — niebo.

Odczuć ból cały i słodycz życia całą,
w bezdenne życie z głową się zanurzyć.
Słuchać, jak szumią pośród wiatru fale —
To szczęście! Małe... — mogą sobie mówić.

Zmienić, zatrzymać, może siły zbraknie,
a jednak pod prąd płynąć można dalej,
Chociażby urok ktoś rzucił na szlaku,
to też podróży tej nie wstrzyma wcale.

Osypujcie się, szaty, liściem złotym,
dumnie lśniłyście blaskiem swej urody.
Czarowały mnie (to tym, to tym?)
tych cichych szeptów akordy, akordy...

1922


Przełożył Bohdan Zadura (пер. на польскую Богдана Задуры)

Scroll to Top

Discover more from TAŬBIN

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading